Zabytkowy budynek fabryki Kemnitza zburzono kilka lat temu. Dziś jego miejsce zajmuje banalny blok, ale inwestor utrzymuje, że kawałek muru obłożonego klinkierem to świadek historii.
90-letnie hale dawnej Fabryki Wyrobów Ołowiowych i Cynkowych Kemnitza umarły nagle. Gdy jesienią 2006 r. nasz redakcyjny kolega Tomasz Urzykowski oprowadzał warszawiaków po Kamionku i Grochowie, pozostał już tylko pusty plac. Konserwator wojewódzki wprawdzie nakazał pozostawienie fragmentu starych zabudowań i wkomponowanie ich w planowaną tu inwestycję Spółdzielni Mieszkaniowej "Osiedle Młodych", tak się jednak nie stało. Przyjechały buldożery i ceglane hale z wewnętrzną uliczką zostały zmiecione z powierzchni ziemi. Dziś stoi tu banalny klocek z mieszkaniami. Inwestorzy dokleili do niego parterowy aneks obłożony współczesnym klinkierem. Ma przypominać dawny zabytek. W rzeczywistości jest prymitywną atrapą.
Od Berlina po Odessę
Puste pola Kamionka widzimy na fotografii z 1911 r. Obok miejsca, gdzie powstaje hala fabryczna widać jedynie pola, drewniane płoty, szopę. W głębi stoi obiekt wojskowy. W tamtym czasie zabudowania ciągnęły się bardziej na południe. Stał już Instytut Weterynaryjny przy Grochowskiej koło Terespolskiej, były domy i budynki fabryczne przy Mińskiej, wreszcie na okrągłym placyku pośrodku Terespolskiej u zbiegu z Groszowicką wznosił się rosyjski pomnik Bitwy Grochowskiej 1831 r.
Fabryka Kemnitza została założona w 1909 r. i początkowo mieściła się na Lesznie 138. Jej właścicielem był przybysz z Wielkopolski Wojciech Kemnitz urodzony w 1870 r. Zanim założył własną firmę, praktykował w zakładach produkujących rury z cyny i ołowiu w Niemczech i Anglii.
Nowe, ceglane budynki na Kamionku stanęły w 1912 r. Zezwolenie na prace budowlane władze rosyjskie wydały wiosną poprzedniego roku. Ponad długimi ceglanymi halami o kilku kondygnacjach górował wysoki ceglany komin. Przez wiele lat stanowił wyraźny akcent w panoramie dzielnicy. Nad halą wznosił się też charakterystyczny półkolisty dach.
W 1998 r. o fabryce w liście do varsavianisty Jerzego Kasprzyckiego pisał z Montrealu 90-letni syn założyciela firmy Edward Marcin Kemnitz (zmarł w 2002 r.). Jego zdaniem była to pierwsza tego rodzaju fabryka w Królestwie Polskim. "Produkcja obejmowała półfabrykaty z cyny, ołowiu i stopów (folie, blachy, rury, druty, taśmy, plomby). W 1930 r. po uzyskaniu odpowiednich kredytów sprowadzono nowoczesne maszyny do produkcji blach i folii aluminiowych. Ten nowy dział bardzo szybko się rozwinął, a wytwarzane wysokogatunkowe blachy aluminiowe nabywał przemysł lotniczy - między innymi PZL. Ojciec mój był współwłaścicielem podobnych fabryk w Berlinie i Odessie. Brał bardzo czynny udział w opracowaniu taryfy celnej branży metalowej. Przed pierwszą wojną światową prezentował wyroby fabryki m.in. na wystawie w Moskwie, a w niepodległej Polsce na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu w roku 1929 oraz na wystawie w Warszawie w 1937 r., zdobywając złote medale" - czytamy w liście.
W czasie pierwszej wojny światowej Kemnitz jako poddany cesarza Niemiec został internowany w Rosji, zaś jego żona z dziećmi przebywały wówczas w Berlinie. Do Warszawy cała rodzina powróciła dopiero w 1921 r.
Z Daniłłowiczowskiej do Berezy
Kemnitz miał trzech synów. Dwaj starsi Edward Marcin, prawnik i ekonomista, oraz Józef, z zawodu metalurg, pracowali w fabryce wraz z ojcem. Najmłodszy - Karol - gospodarował na wsi.
Autor listu kończył m.in. prawo na Uniwersytecie Warszawskim, a od 1932 r. studiował w London School of Economics. W fabryce zajmował stanowisko dyrektora. Już w czasach studenckich związał się z ruchem narodowym. Działał w Młodzieży Wszechpolskiej, był współzałożycielem Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR). Po jego delegalizacji w 1934 r. trafił do więzienia centralnego na Daniłłowiczowską. Tam w jednej celi przebywał m.in. z Bolesławem Piaseckim i Zygmuntem Dziarmagą. Potem wraz z innymi działaczami trafił do obozu w Berezie Kartuskiej, skąd zwolniono go po dwóch miesiącach. Jego związku z ONR-em nie przerwała nawet praca u ojca w fabryce. Gdy został jej współwłaścicielem, finansował podziemny ONR i działalność wydawniczą pisma "ABC - Nowiny Codzienne". Był to rodzaj organu prasowego środowiska Obozu Narodowo-Radykalnego. Kemnitz uchodził za szarą eminencję narodowców, a w 1938 r. został nawet radnym Warszawy z Grochowa. Dodajmy tu, że firma przetrwała lata wielkiego kryzysu i w 1939 r. zatrudniała 200 pracowników.
Przez Rakowiecką do Kanady
Gdy wybuchła wojna, Edward Marcin Kemnitz ruszył na front. Walczył z Niemcami we wrześniu 1939 r. w stopniu porucznika jako dowódca plutonu w Modlinie. Już w grudniu 1939 r. w Warszawie wstąpił do konspiracyjnej Organizacji Wojskowej Związek Jaszczurzy, a od 1943 r. współpracował z AK w komórce "Import" zajmującej się przejmowaniem zrzutów broni, sprzętu i cichociemnych. Jako przemysłowiec pracował też nad programem powojennej odbudowy gospodarczej Polski. Z ojcem działał też w Radzie Pomocy Żydom "Żegota". Za tę działalność wiele lat po wojnie jerozolimski Instytut Yad Vashem przyznał mu medal.
W czasie okupacji fabryka działała nadal. Produkcję ograniczyły dopiero naloty lotnicze. Jednak nie niemieckie, a radzieckie. Fabryka została znacznie uszkodzona po bombardowaniu Warszawy w 1943 r.
Gdy wybuchło Powstanie Warszawskie, Edward Marcin Kemnitz znajdował się na lewym brzegu Wisły, ale już poza miastem. Wówczas zaangażował się w pomoc uchodźcom z walczącej stolicy na terenie Żyrardowa, Pruszkowa, Milanówka, Brwinowa i Podkowy Leśnej.
Wojna nie przyniosła zupełnego zniszczenia zakładu. Po jej zakończeniu rodzina Kemnitzów przystąpiła do odbudowy. Zabezpieczono zniszczone budynki. Wznowiono produkcję. Niestety, już w 1949 r. firma została odebrana właścicielom i upaństwowiona.
Los Edwarda Marcina potoczył się bardziej dramatycznie. Po wkroczeniu Armii Czerwonej pozostał w podziemiu. Od kwietnia 1945 r. był komendantem Okręgu I Pomorskiego NSZ "Armia Polska". UB dopadła go już w lipcu. Aresztowany w Poznaniu został wtrącony za kraty. Przeszedł przez Rakowiecką, więzienia w Bydgoszczy i Wronkach. Na wolność wyszedł w lipcu 1947 r. Dwa lata później, gdy nacjonalizowano fabrykę Kemnitzów, UB ponownie go aresztowała. 27 listopada 1951 r. dostał wyrok dziesięciu lat więzienia. Opuścił je dopiero po warunkowym zwolnieniu w 1956 r., a w 1964 r. znalazł się na emigracji w Kanadzie.
W zabudowaniach fabryki aż do końca PRL trwała produkcja. W latach 90. XX w. mieściła się tu m.in. tkalnia spółdzielni Ład pracująca na XIX-wiecznych krosnach. Dziś można je zobaczyć w szklarni w Łazienkach Królewskich. Mają być jednak stamtąd przeniesione.
Tymczasem w miejscu zburzonego domu przy Terespolskiej wznosi się banalny blok. Szkoda. Stara hala znakomicie nadawała się zarówno do przekształcenia w loft (tak jak dzieje się to dziś w Łodzi lub Żyrardowie). Można też było zachować same elewacje, wznosząc blok mieszkalny za nimi. Inwestorom zabrakło kultury i wyobraźni, a architektom talentu.
Autor tekstu: Jerzy S. Majewski
Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna
|